);

PKP Intercity schodzi na psy, cz.2

nagłówek strony Duchowoscaa.eu

PKP Intercity schodzi na psy, czyli opis podróży. Zgodnie z obietnicą zamieszczę dziś opis kolejowej podróży na trasie Opole – Piotrków Trybunalski i jej drugiej części Stalowa Wola – Opole.

Do Piotrkowa Trybunalskiego wybrałem się ostatnim pociągiem z Opola odjeżdżającym o godzinie 15.20. Kiedyś był jeszcze pociąg odjeżdżający o godzinie 18 z minutami. Niestety kolejarzom nie zależy na wożeniu ludzi i go zlikwidowali. Ten którym jechałem jest relacji Szklarska Poręba – Ełk przez Częstochowę – Piotrków Tryb. – Warszawę. Pociąg był i owszem z tych nowoczesnych – o ile się znam – był to Dart firmy Pesa. To zestaw wagonów samonapędowych bez przedziałów. Owszem wygodnie…by się jechało, gdyby nie parę mankamentów.

PKP Intercity schodzi na psy
Wnętrze pociągu

W Opolu pociąg oczywiście spóźnił, czyli normalka. Jak na standardy PKP – niedużo, bo „tylko” 10 minut. Muszę też uczciwie przyznać, że do Piotrkowa Tryb. dojechał o czasie.

Pierwsza uwaga: w pociągu byli pasażerowie bez miejscówek, za to z bagażami na półkach. Efektem tego były bagaże poustawiane w przejściach. Aby dojść do WC trzeba było być wygimnastykowanym.

Pijani podróżni

Druga uwaga: w tej części, gdzie podróżowałem niektórzy podróżni pili alkohol, czego nie wolno robić w pociągu. Gdyby przynajmniej normalnie się zachowywali. Niestety stawali się coraz głośniejsi w miarę wypijanego piwa. Butelki mieli w rękach, więc przechodzący kilkakrotnie konduktor widział to, a mimo wszystko nie reagował. Całe sześcioosobowe rozbawione towarzystwo wysiadło w Radomsku. Kolejny pasażer najpierw stał w przejściu z puszką piwa w ręku, a potem, gdy zwolniło się miejsce usiadł, a puszkę postawił na stoliku. Konduktora też to nie obchodziło.

Trzecia uwaga: informacja podawana przez głośniki w wagonach służyła raczej do rozśmieszania niż do rzetelnej informacji. Gdy pociąg jechał pomiędzy Stacjami Ozimek i Lubliniec w głośnikach rozległą się informacja, że właśnie dojechaliśmy do…Opola. Po chwili usłyszeliśmy, że następna stacja, to Ozimek, a za kolejną chwilę znowu według informacji stanęliśmy – choć jechaliśmy podczas podawania komunikatów – w…Opolu. Potem już dano spokój z wymienianiem stacji, za to przed stacjami informowano, że zbliżamy się do stacji(bez nazwy) i proszą o zabranie bagażu. Przez pewien czas działalności PKP IC podawano komunikaty w pociągach tej firmy. Z jakością bywało różnie, bo często głośność była tak niska, że nie wiadomo było, co kierownik pociągu oznajmiał. Obecnie głośniki albo milczą, albo gadają bzdury, jak opisane powyżej.

Powrót do domu

Dalszą część podróży odbyłem autokarem, więc opuszczę tą część. Opiszę powrót do Opola. Odbył się od pociągiem IC relacji Hrubieszów – Jelenia Góra. Ja wsiadłem na stacji Stalowa Wola Centrum. Pociąg miał odjazd o 7.45. Niestety – jak zwykle – o tej pory panował na peronie pełen spokój. Zero pociągu, zero informacji przez głośniki. Z Internetu dowiedziałem się, że pociąg ma opóźnienie 11 minut. To też nie była prawda, bo pociąg ruszył o 8.05, czyli 20 minut po czasie. Od pasażerów dowiedziałem się, że pociąg stał długo na stacji Stalowa Wola Rozwadów – bez wyraźnego powodu. Najwyraźniej na pociąg zaspał szwagier dyżurnego ruchu, albo jego siostra. Z takim opóźnieniem dojechaliśmy do Przeworska, gdzie „nasz pociąg” dołączono do pociągu „Hetman” relacji Przemyśl – Jelenia Góra. Oczywiście przez spóźnienie naszego pociągu „Hetman” musiał na nas czekać i „złapał” te nasze dwadzieścia minut.

PKP Intercity schodzi na psy
Wjazd pociągu na peron w Opolu

Do Krakowa nic nie nadrobił czasowo, bo pociągi objeżdżają Kraków od północy omijając stację Kraków Płaszów. Powodem objazdów jest budowa torów dla kolei aglomeracyjnej w Krakowie. Cały problem w tym, że prace przy tym ciągną się niemiłosiernie długo.

Jestem w Krakowie

Kraków Główny osiągnęliśmy o godzinie odjazdu. Jednak lokomotywę do składu(pociąg zmienia kierunek jazdy) podłączono szybko i pociąg mógł odjechać z pięciominutowym opóźnieniem. Mógł, gdyby nie biurokracja. Załoga pociąga biegała po peronie, jak poparzona z coraz to innymi papierami w ręce. Koniec końców pociąg ruszył z piętnastominutowym opóźnieniem. Do Częstochowy Stradom nadrobił opóźnienie i byliśmy spóźnieni „tylko” około 7-10 minut. Jednak zaraz za stacją stanęliśmy i staliśmy, aż opóźnienie doszło do dwudziestu minut. I z takim dojechaliśmy do Opola, czyli „norma” PKP została utrzymana.

Oczywiście głośniki w wagonach milczały i nikt nie raczył poinformować pasażerów dlaczego stoimy za Częstochową. Tak się zastanawiam: kolejarze mają nowy tabor, wyremontowane tory, dobrą automatykę, zmieniają rozkład co 2 miesiące, aby uwzględniać w nim remonty torów. I jeszcze potrafią się spóźniać pociągi. Według danych GUS-u ta tendencja wzrasta, czyli coraz więcej pociągów jest opóźnionych. To dowodzi, że koleją zawiadują kompletni durnie i to na różnych poziomach struktury. Począwszy od tego, co układa rozkład, poprzez średni szczebel kierowania, po prezesów. Był taki krótki okres, że pociągi zaczęły jeździć punktualnie, warunki podróżowania były dobre. Musiał jakiś kolejowy debil dojść do wniosku, że nie może być za dobrze.No i wymyślił łączone pociągi, pasażerów bez miejscówek i tak dalej. I efekt mamy, jaki mamy.

Korzystać z PKP?

Ktoś może powiedzieć, aby nie narzekał, tylko nie jeździł koleją. No faktycznie nikt mi nie każe jeździć pociągami. Tyle, że PKP chwali się, jak to dobrze korzystać z ich usług. Niestety – jak to w pisowskim państwie – kłamie! Po drugie za usługę biorą niemałe pieniądze, a usługują mi zwykli partacze. Mogę więc narzekać na tego przewoźnika. Gdyby musieli oddawać pieniądze za spóźnienia powyżej 10 minut – od razu zaczęli by pilnować rozkładu jazdy, który sami układają.

Przeczytaj też pierwszą część artykułu PKP Intercity schodzi na psy.